TOMASZ OŚWIECIŃSKI – OJCIEC, AKTOR I ZWYCZAJNIE, DOBRY CHŁOPAK

Z Tomaszem spotkaliśmy się w słoneczne popołudnie w Wilanowie.

Przyszedł z córką, bo to właśnie z nią tworzy najbardziej zgrany duet. O tym, co go wzrusza, zachwyca i o tym, jak to jest być superbohaterem dla córki, opowiedział w wywiadzie dla Mama Mia.

Mama Mia: Ufasz ludziom?

Tomasz: Tak, nigdy nie opieram się na opiniach przekazywanych o osobie. Zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, daję ludziom carte blanche. Jednak, jeśli ktoś mnie zawiedzie, oszuka, nie ma powrotu, zamykam drzwi, konsekwentnie.

MM.: Groźniejszy w życiu, czy w filmie?

Tomasz: W filmie! Jasne, że w filmie! Walczę wciąż z opinią groźnego faceta, tylko dlatego, że tak wyglądam. Był taki czas, kiedy mieszkałem na Woli, moimi sąsiadkami były urocze starsze panie, którym z radością nosiłem zakupy, wykonywałem tysiące różnych mniejszych i większych napraw. Jestem miłym chłopakiem!

Maja: Tak! Był blokowym pomocnikiem! (śmiech).

MM.: Jakim jesteś ojcem?

Tomasz: Podobno najlepszym? (śmiech).

MM.: Maju, tak jest?

Maja: Si! Najlepszym z najlepszych!

MM.: Jak spędzasz czas z córką?

Tomasz: Maja i ja, mamy wyjątkową relację. Moja żona po porodzie dość szybko wróciła do pracy, a ja zostałem z Mają sam. Miałem taką sytuację zawodową, że mogłem to zrobić i nie żałuję. Zmieniałem pieluchy, karmiłem, zabierałem ją wszędzie, gdzie sam musiałem być. Maja z nosidełka przyglądała się, kiedy ćwiczyłem na siłowni, kiedy miałem spotkania, nigdy nie zastanawiałem się, czy powinienem, po prostu brałem ją ze sobą, odkąd się urodziła, jest częścią mojego życia. Moją przyjaciółką.

MM.: Piłeś herbatki z lalkami i misiami?

Tomasz: Oczywiście! Więcej, uczyłem się piosenek, wierszyków, śpiewałem, tańczyłem. Chyba wtedy w Mai zrodziła się chęć grania, bycia aktorką. Odgrywaliśmy scenki, uczyliśmy się ról. Maja, mimo iż wtedy nie umiała czytać, „sprawdzała” moją znajomość tekstu.

MM.: Nie chciałeś mieć syna?

Tomasz: Wiem, że każdy facet chce mieć syna, ze mną było inaczej. Ja zawsze chciałem mieć córkę.

MM.: Dlaczego? Miałeś konkretny powód?

Tomasz: Tak! Pamiętam, kiedy sam byłem chłopakiem, wyobraziłem sobie mojego syna, to, że mógłby mieć podobny do mnie charakter, i już wiedziałem, że żeby uniknąć konfliktu, muszę mieć córkę.

MM.: Najbardziej wzruszająca chwila w Twoim życiu?

Tomasz: Narodziny córki.

MM.: Jak wyobrażasz sobie czas, kiedy córka zacznie dorastać, a w domu pojawią się oprócz koleżanek, także koledzy?

Tomasz: Kiedy Maja powiedziała mi, że się zakochała, poprosiłem ją, aby takie deklaracje zostawiła dla mnie, a słowa „zakochałam” nie używała do 30 roku życia! (śmiech). Mam w szafie taką koszulkę, czeka na odpowiedni moment…, jest na niej napis: „Mam łopatę i alibi”. Żartuję oczywiście. Maja ma już za sobą pierwszą randkę, byłem na niej razem z nią i jej kolegą. Sympatyczny, młody człowiek, zapytał mnie, czy może kupić Mai popcorn, spędzili miły dzień. Kochanie, pamiętaj, zanim pójdziesz na kolejną randkę, zadzwoń do mnie, ja zawsze będę na te randki chodził z Tobą.

Maja: (śmiech) Tata do dziś ma numer do mamy tego chłopaka! (śmiech).

MM.: Marzenia?

Tomasz: Nie mam marzeń. Nie chcę ich mieć.

Tak jest lepiej.

MM.: Nie ma wtedy rozczarowań?

Tomasz: Wolę, kiedy po prostu realizuję to, co powinienem.

MM.: Jesteś bohaterem swojej córki?

Tomasz: Miałem okazję brać udział w jednym z programów telewizyjnych, w których zadaniem, jakie musiał wykonać uczestnik, był skok na bungee. Mam ogromny lęk wysokości, ale pomyślałem wtedy, że nie mogę zawieść Mai, że ona to ogląda i nie chciałem, żeby widziała, że jej ojciec się poddał. Skoczyłem, pierwszy raz i nigdy więcej tego nie zrobię.

MM.: Jesteś konsekwentnym ojcem?

Tomasz: Staram się takim być. Maja nie jest rozpieszczana. Sama zarabia, ma swoje konto, ale to nie znaczy, że dostaje wszystko, na co ma ochotę. Uczymy ją szacunku do pieniądza.

MM.: Nie działają na Ciebie „damskie” sztuczki? Trzepot rzęs, błagające spojrzenie?

Tomasz: Jestem tylko facetem, nie będę mówił, że nie.

Maja: Działają (śmiech).

MM.: Kto rządzi u Was w domu? Do kogo należy ostatnie zdanie?

Tomasz: Do mnie oczywiście! Zawsze powtarzam: „ja mam ostatnie zdanie – masz rację Kochanie!” (śmiech).

MM.: Umiesz się przyznać do błędu?

Tomasz: Nie mam z tym problemu, wręcz przeciwnie. Wiem, że nie jestem wszystko wiedzący, dlatego, jeśli czuję, że nie mam racji, nie upieram się. Szanuję ludzi, którzy potrafią powiedzieć, że czegoś nie wiedzą, którzy nie upierają się ślepo, że są wszystko wiedzący.

MM.: Sława czy codzienność?

Tomasz: Sława, jest codziennością, przestałem ją dostrzegać. Są jednak sytuacje, kiedy przeszkadza.

MM.: Miałeś taką?

Tomasz: Tak, byliśmy z Mają na łyżwach, chcieliśmy coś zjeść. Tuż obok podawali kiełbasę na gorąco z ketchupem i musztardą. Kiedy jedliśmy, podszedł do nas człowiek i zapytał: „Pan Tomasz Oświęciński?”, odpowiedziałem twierdząco i wtedy usłyszałem „Pan zje kiełbasę?”. To była pierwsza kiełbasa od kilku lat, odechciało mi się jej bardzo szybko.

MM.: Jesteś pracoholikiem?

Tomasz: Dużo pracuję. Miałem 4 dni wakacji w ubiegłym roku. W pracę wkładam całe serce, myślę, że byłbym także dobrym górnikiem, czy też innym pracownikiem.

MM.: Wzruszasz się? Łzy mogą być męskie?

Tomasz: Oczywiście, wzruszam się szczególnie na programach, gdzie dzieci prezentują swoje talenty. Mam wtedy dreszcze na całym ciele!

Dziękujemy za rozmowę, miło było na Was popatrzeć, tworzycie świetny duet!

Rozmawiała: Patrycja Sibilska

Fot: Sylwia Hermanowska