RODZICE SĄ KLUCZEM DO DRZWI Z NAPISEM ŻYCIE – ROZMOWA Z MATEUSZEM GESSLEREM

Jest osobą medialną, nagrywa programy telewizyjne, prowadzi cztery restauracje w Warszawie. Z nami spotkał się, będąc krótką chwilę w Warszawie, po to, by opowiedzieć czym dla niego jest ojcostwo i kto kogo, tak naprawdę wspiera, w relacji tata syn. Czy Mateusz Gessler jest daddy cool i czy miłość do syna sprawia, że czuje się superbohaterem?

 

Ojcostwo…

 

To najważniejsza rzecz w życiu! Nie ma nic lepszego. To właśnie po to zostaliśmy stworzeni, żeby przekazać część siebie małemu człowiekowi. Rodzicielstwo to znaczy: edukacja, przekazywanie pasji i miłości. Stworzenie bezpiecznego i ciekawego świata dla naszych dzieci.

 

Dyscyplina, czy partnerstwo w wychowaniu?

 

Myślę, że nie możemy operować takimi hasłami. Wychowanie to mądre łączenie obu tych składników. Wychowanie to budowanie szacunku i przekazywanie wartości życia. Jeśli dziecko będzie dobrze wychowane w domu, będzie mu dużo lepiej w życiu, w świecie. 

 

My budujemy kręgosłup dziecka. Kiedy wchodzi ono w wiek nastoletni, widzimy, czy ten kręgosłup jest prosty, czy zaczyna się uginać. Każde dziecko rodzi się inne, każde pod wpływem różnych czynników zmienia się. Szkoła, dom, znajomi, to wszystko kształtuje człowieka. My musimy balansować, czuć. Jesteśmy kluczem do drzwi, czasem te drzwi musimy zamknąć, czasem otworzyć. Na pewno powinniśmy być obok i wspierać. Nie mamy prawa rygorem kierować życiem dzieci, czy manipulować partnerstwem. Możemy tylko wspierać, być, obserwować, szanować.

 

Co jest Twoim kręgosłupem? Co Ciebie ukształtowało?

 

Asertywność i uczciwość. Uczciwość z samym sobą i w stosun-ku do innych. Asertywność, by wierzyć w siebie i w to, co się robi. Bez tego nie byłbym tu, gdzie jestem.

 

Smaki dzieciństwa wpłynęły na Twój styl w kuchni?

 

Tak, na pewno. To jeden z tych elementów, który zawsze powra-ca, kiedy gotując, czy próbując znanej potrawy, szukamy pod-świadomie tamtego smaku.

 

Czy udaje Ci się łączyć życie zawodowe z rodziną?

 

(Śmiech!) To pytanie do mojej żony i syna. Jestem osobą medialną, prowadzę cztery restauracje, to nie jest łatwe, ale są rzeczy, które robimy razem. Mój syn „urodził się w gastronomii”, bierze czynny udział, w tym co się dzieje. Wspiera mnie, podobnie jak żona, która też ze mną pracuje.

 

On wspiera Ciebie?

 

Tak! Potrafi zadzwonić, wiedząc, że w danym miesiącu będę tylko raz w domu i powiedzieć: „Dasz radę tato!”. Czuję się wtedy jak superbohater!

 

Jesteś jurorem programu „MasterChef Junior”, nie bez znaczenia jest pewnie fakt, że sam jesteś tatą i rozumiesz dzieci?

 

Tak, relacja z Frankiem ułatwia mi zadanie. Uwielbiam dzieci i wydaje mi się, że potrafię nawiązać z nimi dobry kontakt.

 

Myślisz, że kuchnia to odpowiednie miejsce dla dzieci?

 

Oczywiście! Ja sam, jako dziecko, pomagałem w kuchni. Owszem są noże, jest ogień, ale są też rodzice. Jeśli dziecko ma pasję do gotowania, powinniśmy ją pielęgnować, otwierać przed nimi te drzwi szeroko i pozwolić eksperymentować. Tylko w ten sposób dziecko będzie wiedziało, że chce coś robić naprawdę, dać 100% siebie!

 

Franek chciał iść w Twoje ślady, Ty też chciałeś, żeby poszedł?

 

Był taki moment, kiedy interesował się kuchnią bardzo, to minęło. Ja też kiedyś o tym myślałem, ale nie naciskałem, dałem mu czas. Wciąż jednak tłumaczę, że każde marzenie spełni, jeśli tylko włoży w jego realizację dużo pracy i serca. 

 

On uwielbia jedzenie. Nawet, kiedy był zupełnie mały, lubił próbować nowych rzeczy, odkrywać nowe smaki.  Wciąż często mi pomaga i podrzuca pomysły na dania. 

 

Nie przekazuję synowi zawodu, tylko pasję. Próbuję go zarazić pasją do życia przede wszystkim. W epoce zdominowanej przez gry komputerowe, internet, często przekłamany obraz medialny świata, musimy pomóc dzieciom zrozumieć, czym jest pasja. Pokazać, że wszystko to, co dociera do nich tak nachalnie, to tylko entertainment, a pasja do życia, sportu, kultury, sztuki i jedzenia, pozwoli im zrozumieć świat i siebie lepiej. Pozwoli odnaleźć prawdziwe szczęście.

 

Marzenia dotyczące syna… Masz takie?

 

Każdy rodzic marzy, żeby dziecko było kimś. Ja również, ale z tą różnicą, że jeśli Franek przyjdzie do mnie i powie: chcę być elektrykiem, kocham tę robotę tato!, to ja się będę cieszył i będę mu kibicować. Chcę, żeby robił to, co kocha. To, co sprawi, że będzie szczęśliwy. Wybór, kim ma być, zostawiam jemu. Zareaguję, jak powie, że chce być leserem (śmiech).

 

Wasz czas. Jak lubicie go spędzać?

 

Zwyczajnie. Na Mazurach, w lesie, spacerując i dużo rozmawiając. Lubimy ze sobą być, tak po prostu, całą rodziną. 

 

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Patrycja Sibilska

FOT.: SYLWIA HERMANOWSKA