PRESTIŻ, CZY CIĘŻKA PRACA? KOBIETY POLO

Białe bryczesy, eleganckie kobiety w kapeluszach, piękne konie, zielona maraca, prestiż – tak większość z nas wyobraża sobie grę w polo.

Bohaterki naszego wywiadu opowiadają nam o tym, czego nie widać na co dzień, a co w rzeczywistości jest esencją życia wśród koni i oddania się tej niezwykle wymagającej dyscyplinie sportu.

Marianna Olbrych i Maja Olbrych są kuzynkami, razem grają i razem „wychowują” kolejnych zawodników polo, podczas obozów dla dzieci w Bukszy (według pomysłu, na który wpadł starszy syn Pawła Olbrycha – Maciek Olbrych).

Kiedy Paweł Olbrych, tata Marianny, 18 lat temu zaczynał grać w polo w podwarszawskiej Bukszy, nie wiedział jeszcze, że spełniając swoje marzenia, stanie się amba- sadorem tej gry w Polsce, a młodsze pokolenia graczy wypełnią jego dom, poddając się uzależniającej sile polo.

 

Wasz dom wypełnia dziecięcy gwar, tak jest zawsze?

Marianna: Nasz dom zawsze był otwarty, gracze polo to jedna rodzina. Na świecie w polo gra około 50 tys. osób, siłą rzeczy, podróżując szukamy z nimi kontaktu. Czy jest to Ameryka Południowa – Argentyna, czy jakiejkolwiek inne miejsce, zawsze spotykamy ludzi żyjących tym sportem. To zbliża… Dziecięcy gwar to dzieci naszych krewnych i przyjaciół, które u nas przez całe wakacje uczą się gry, poznając ją od podstaw.

 

Życie wśród koni uczy dyscypliny?

Marianna: O tak! Ludziom wydaje się, że polo to eleganckie stroje, prestiż na pokaz, a to tylko efekt końcowy, codziennej, ciężkiej pracy.

Maja: Tak, o konie trzeba dbać, to są setki godzin poświęconych na pracę z nimi, treningi, pielęgnację i ubieranie koni, dbałość o sprzęt i boiska. Nie nosimy białych bryczesów na co dzień! W Bukszy zawsze uczono nas, że sami musimy zadbać o konie, przygotować je, ubrać, zwyczajnie się ubrudzić. Nasz dzień zaczyna się poranną pobudką, szybkim śniadaniem, reszta dnia to czas z koniem, na boisku, w lesie, w stajni. To ogrom pracy…

 

Polo to styl życia?

Maja: Tak, na pewno, to pasja, a przede wszystkim miłość do zwierząt. Obie wychowałyśmy się wśród koni, dorastałyśmy obserwując innych graczy. Naturalne było to, że zaczęłyśmy grać. Nie ważne było to, że urodziłam się dziewczynką. W wieku 7 lat posadzono mnie na koniu i już tak zostało.
Marianna: Pierwszy mecz grałam w wieku 12 lat, byłam dzieckiem, przerażał mnie pęd, oszałamiające tempo i dynamika polo. Jednak jak już raz pojedzie się tym galopem…To uzależnia.
Jesteście młodymi kobietami, wychowałyście się tu, ale polo to od zawsze była dyscyplina zdominowana przez mężczyzn. Jak to się stało, że kobiety zaczęły grać i są w tym takie dobre? Skąd ten nurt?

Marianna: Tak! To zawsze był sport zarezerwowany dla mężczyzn, jednak to kobiety z dumą nosiły kolorowe kaski, ubierały konie podkreślając ich piękno. (Śmiech!)
Nagle wszyscy zaczęli to zauważać. Tak zrodziło się pytanie: „dlaczego by nie kobiety?”. U nas w Bukszy  wcielamy ten pomysł  w życie i od lat kobiece polo w Polsce to przede wszystkim Buksza i rozgrywany tu Ladies Polo Cup.
Na świecie są mistrzynie tego sportu, które w niczym nie ustępują mężczyznom!

 

 

Ogromna prędkość, koń, który musi dać z siebie wszystko. Jak często zmieniacie konie podczas meczu?

Marianna: Nawet cztery razy. To bardzo wymagający sport, szczególnie dla konia, dlatego podczas jednego meczu, konie zmieniany cztery razy, po to by ich nie forsować. Polo jest sportem, który oddaje hołd tym zwierzętom, szacunek do konia i troska o niego to podstawa. One to oddają. Koń jest zbroją jeźdźca. Maja jest niewielkich rozmiarów, a jest w stanie „zepchnąć” (pojęcie używane przez graczy) umięśnionego, trzydziestoletniego Argentyńczyka, bo wie, że koń jest na to przygotowany.
W tym sporcie kluczem jest kontakt z koniem. Czy były w waszym życiu konie, które wspominacie z łezką w oku?
Marianna: Oczywiście! Są konie, które rodzą się z predyspozycjami, to się czuje od początku. Nie zdarza się to często, ale jeśli ma się to szczęście, jest to niezwykłe. Polo nie jest jednak sportem jednego konia, tak jak wcześniej mówiłam.

 

 

Wróćmy na chwilę do dzieci, które uczą się u was tej dyscypliny. Czy zauważacie wybitne talenty? Kto lepiej sobie radzi chłopcy, czy dziewczynki?

Maja: Dziewczynki są zakochane w koniach, dbają o nie i świetnie radzą sobie w grze, bo koń to oddaje. Owszem są dzieci, które wykazują wyjątkowy talent i zaangażowanie, niektóre wręcz ćwiczą bez konia, spacerując z kijem po boisku, ich myśli wciąż są w grze. Nie ma jednak reguły na to, kto będzie lepszym graczem, wszystko zależy od zaangażowania. Polo to sport drużynowy, szybki, dość agresywny, tu nie ma mowy o pozorowaniu gry, jeśli faktycznie się jej nie zna. Nie można oszukać pozostałych graczy, bo da się to zweryfikować po 30 sekundach na boisku.

 

 

 

Wyobrażacie sobie inne życie? Życie bez koni?

Marianna i Maja: Nie! To jest nasz świat i styl życia. Poświęcamy się temu w 100% i nie wyobrażamy sobie, żeby kiedykolwiek mogło być inaczej. To droga, którą wybrałyśmy i zdecydowanie polecamy ją wszystkim młodym ludziom, którzy wciąż swojej szukają!

 

 

 

Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów!

 

Rozmawiała: Patrycja Sibilska
FOT: SYLWIA HERMANOWSKA