Magda Socha-Włodarska projektantka sukni WARSAW POET

Spotykamy się w Jej pracowni na Saskiej Kępie w Warszawie.

Kiedy przekraczam próg, otula mnie atmosfera wysublimowanej elegancji.

Kolory, zapachy, piękne materiały i sama Magda.

Ciepła i uważna, od razu chciałoby się z Nią zaprzyjaźnić

MACIERZYŃSTWO

Nie miałam silnego instynktu macierzyńskiego, dopiero jak urodziłam córeczkę, wybuchła miłość i poczucie, że cudownie być mamą i mieć córkę to jest najpiękniejsze na świecie.

Mam wrażenie, że teraz jesteśmy pełni. To jest punkt zaczepienia, baza, która daje nam spokój.

Udało mi się tak rozmawiać i funkcjonować z Tolą, że w wieku czterech lat jest mądrą i świadomą dziewczynką. Ona jak na czterolatkę potrafi w dojrzały sposób rozmawiać, jest empatyczna, nie roszczeniowa, jednocześnie wie, czego chce.

PRACA

Zaczynałam współtworzyć markę sukni ślubnych, wówczas to był duet Moons, kiedy moja córeczka miała osiem miesięcy. Ten czas wspominam w dużej mierze jako ciężki. Przekonałam się, że to praca jest dla mnie, a nie odwrotnie, wtedy zachwiały mi się priorytety. Praca jest moją pasją, uwielbiam projektowanie, ale odkąd pojawiła się Tola próbuję nauczyć się oddzielać pracę od czasu dla rodziny i spędzać czas jakościowy z dzieckiem. Ona od razu czuje, kiedy głową jestem gdzieś indziej. Czytałam dużo wspomnień dzieci artystów, one opowiadają, że dom był kolorowy, że dużo się działo, ale więzi były bardzo ubogie. Czy wielcy malarze nie byliby tak wielcy, gdyby poświęcali więcej czasu rodzinie? Czy trzeba w stu procentach poświęcić się żeby móc tworzyć?

Ważne jest dla mnie otoczenie. Lubię pracować i przebywać w miejscu, które jest dla mnie przyjazne, działa na wszystkie zmysły. Po powrocie do domu zapalam świece i kadzidło. To jest dla mnie tak samo ważne jak kolor ścian, ład na stole, przy którym pracuję.

MÓJ CZAS

Nie mam za to czasu tylko dla mnie.

Teraz, gdy prowadzę w 100% własną markę, WARSAW POET, jestem bardziej świadoma, wiem, jak budować dzień. Żeby zaczynać dzień od rzeczy ważniejszych. W logistyce dnia pomagają mi notesy. Zbieram je i mam ich bardzo dużo. Jeden jest do przemyśleń, drugi do cytatów, jest z przepisami, szkicownik, który leży przy łóżku. Nauczyłam się, że mam wiele pomysłów przed zaśnięciem. Często przychodzi mi do głowy coś wieczorem i rysuję w półśnie, bo potem zapominam rano.

MAŁŻEŃSTWO

Udało mi się zachować równowagę między macierzyństwem a małżeństwem. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy, udaje nam się nawet wykroić czas na randkę czasem.

URODA

Na urodowe rytuały szkoda mi czasu. W domu lubię sobie dogadzać kulinarnie i kreując przestrzeń, wizualnie. Lubię, żeby mi się miło patrzyło i pachniało, jestem na to czuła.

Ale bez kremu nawilżającego do twarzy się nie ruszam La Roche Poseri Hydraphase. Gdybym miała coś przekazać innym matkom, to taką trywialną rzecz, że czas tak szybko leci i nie warto marnować chwil, które możemy spędzić z dzieckiem. Jeden dzień goni drugi, nam się wydaje, że na wszystko zdążymy, a okazuje się, że jesteśmy tak zagonieni, że umknął nam już rok i on już nie wróci. Te pierwsze dwa, trzy lata, kiedy naprawdę ma się wpływ na psychikę dziecka, trudno będzie nadrobić. Żeby mieć taką uważność i świadomość, dużo obserwować i być wrażliwym na potrzeby dziecka, nie lekceważyć ich.

Ulubione i znienawidzone danie z dzieciństwa: znienawidzone – wątróbka, teraz jadam, ale tylko w Dębkach u Grażynki, ulubione, którego teraz nie jadam, to sztuka mięsa w sosie chrzanowym podawana na prawdziwym puré z masłem.

Zabawka, bez której nie mogłaś żyć: czerwone ferrari dla Barbie, bardziej mnie interesowało niż sama Barbie.

Kim chciałaś być, jak dorośniesz? Astrologiem, potem zielarką, bardzo długo chciałam być malarką.

Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa: miałam 3 lata, pierwsze narty plastikowe na Antałówce, które bardzo dobrze pamiętam, a następnie kartka z Londynu od taty, który tam pracował i długo się nie widzieliśmy. Napisał wtedy: „zachowuj się tak, żebym mógł być z Ciebie dumny”, ja tą kartkę mam do dzisiaj i płaczę za każdym razem, jak ją czytam.

Będąc dorosła, najbardziej tęsknisz za: dziecięcym brakiem świadomości konsekwencji i za beztroską.

Twój ulubiony bohater z dzieciństwa: wszyscy bohaterowie książek Małgorzaty Musierowicz i ołówek z „Zaczarowanego ołówka”, byłam zła na twórców tej bajki, że pokazali dzieciom, że taki ołówek może być, a tak naprawdę go nie można kupić.

Wakacje marzeń: bardzo długo mi się wydawało, że Malediwy ale jednak nie. Długa podróż z plecakiem, bez planu, takie rejony, żeby można było patrzeć na świat z góry. Z perspektywy kanapy wydają się ogromne, tam wydają się małe i okazuje się, że można sobie z nimi zacząć radzić.

Co Cię najbardziej inspiruje? Bardzo długo inspirowały mnie stare czarno-białe filmy. Wszyscy w nich wydawali mi się tacy wytworni, nie zależało to od zasobności portfela, tylko od kanonów, które obowiązywały. Szacunku, że jak idziesz na spotkanie ubierasz się w określony sposób, jak przyjmujesz gości, ubierasz się odpowiednio, mężczyźni byli tacy eleganccy. Inspirują mnie podróże, staram się chłonąć wszystko wokół.

Gdybyś mogła zjeść kolację z kimś z marzeń, kto by to był?: z Natalie Portman, a po kolacji zaproponowałabym swoje skromne usługi, może chciałaby jakąś sukienkę z mojej pracowni. To byłaby pełnia szczęścia.

Najważniejszy moment w ciągu dnia: Czytanie. Czytanie kojarzy mi się z absolutnym relaksem.

Jutro: Jutro zaprojektuję trzy nowe sukienki, mam już na nie pomysł.

foto i rozmowa: K.Marcinkiewicz/Projekt Matka

make up: Agnieszka Główczyńska

peace&love&photography

Kasia Marcinkiewicz

www.projektmatka.pl