MAGDA MODRA-KRUPSKA I MAREK KRUPSKI – projekt życia

Magda Modra-Krupska – aktorka, prezenterka, spełniona mama i żona, Marek Krupski, aktor i biznesmen. Oboje zakochani w sobie i swoich córkach. W wywiadzie dla magazynu Mama Mia opowiadają o rodzicielstwie i o tym, co nazywają swoim projektem życia.

 

 

Jesteście bardzo aktywni zawodowo. Ty, Magdo, w swojej karierze pracowałaś jako aktorka, prezenterka telewizyjna, modelka, piosenkarka. Studiowałaś aktorstwo w Warszawskiej Szkole Filmowej, dziś budujesz także swój biznes… Do tego jesteś żoną i mamą, to dużo jak na jedną osobę!

Magda: Tak, ale dzięki temu, że mam wspaniałą rodzinę i wsparcie męża, mogę to robić z radością i wciąż nową energią.

Marek: Magda łączy te wszystkie zajęcia z ogromną zręcznością

i wdziękiem. Muszę jednak dodać, że to nie wszystko, Magda, pomimo wszystkich swoich obowiązków, zawsze znajdzie czas, aby komuś pomóc. Zupełnie bezinteresownie, wyciąga dłoń do każdej potrzebującej jej wsparcia osoby. Ma w sobie nieskończone pokłady dobroci. Kiedyś mi to przeszkadzało, próbowałem zmienić podejście żony, bezcelowo. Dziś rozumiem, dobro wraca. Do nas wróciło w postaci cudownej rodziny, zdrowych dzieci. Już wiem, że było warto.

Chwile, które najbardziej wzruszają?

Marek: Zawsze, kiedy patrzę, jak moje kobiety śpią, kocham patrzeć na nie trzy. Wzrusza jednakowo uśmiech, spojrzenie, także te momenty, kiedy dziecko uroni łzę. Jednak najbardziej lubię poranki.

Magda: Jest taki moment, kiedy wracam z wyjazdu, nawet kilkudniowego, w ogóle nie lubię wyjeżdżać. Dziewczynki przychodzą wtedy do mnie i przytulają się, tak mocno, spontanicznie, tak prawdziwie i mówią „Mamuś, stęskniłam się”, to są dla mnie najbardziej wzruszające chwile.

Na co dzień uwielbiam te wspólne momenty, chociażby na sofie, razem, kiedy oglądamy film. Grono rodzinne powiększają lalki i nasz chihuahua. Jest pięknie.

 

 

Projekt życia, co czujesz, jak myślisz, o tym, co jest dla Ciebie najważniejsze?

Magda: Pierwszy obraz, jaki mam przed oczami: plaża, ja i mąż jako staruszkowie i biegające szczęśliwe wnuki… Wspólna starość, rodzina po prostu. Nasz mikroświat…

Wychowanie jest wyzwaniem? Masz takie chwile, kiedy chciałabyś wyjść, oczywiście tylko po to, żeby szybko wrócić?

Magda: Śmieję się wtedy, że musiałabym kupić bilet w jedną stronę… Takie sytuacje są kilkuwarstwowe. Taka myśl rodzi się we mnie, kiedy nawarstwia się wiele spraw, dzieci, praca, mąż, ich i moje problemy, wszystko razem w jednym dniu, w jednym momencie.

Na szczęście są to sporadyczne sytuacje (śmiech)…

 

 

Jesteście wierni jakiemuś konkretnemu modelowi wychowawczemu?

Magda: Nie stosujemy, żadnych modeli, staramy się być w życiu dzieci, rozumieć ich potrzeby i troski, rozmawiać. To daje nam wiedzę, którą zwyczajnie wykorzystujemy na co dzień. Kiedy urodziła się starsza córka, słyszałam same pochwały, że taka grzeczna, dobrze wychowana, pękałam z dumy. Kiedy urodziła się młodsza, bańka pękła (śmiech), ona ma charakter.

Marek: Tacierzyństwo po czterdziestce jest inne, jestem bardziej uległy, na więcej pozwalam młodszej córce, być może stąd wynika jej charakterek. (Smiech)

Drugie dziecko, zawsze jest tą perełką, tą mniejszą… Młodsza patrzy na starszą, bierze z niej przykład.

Czy są córkami tatusia?

Magda: O tak! Są! Wszystkie trzy! ; -)

Starsza kłóci się z tatą?

Marek: Nie nie kłóci, my wymieniamy poglądy.

 

 

Między dziewczynkami jest 8 lat różnicy, czy istnieje mimo to nić porozumienia?

Magda: Tak, dziewczynki bardzo dobrze się rozumieją. Lea (młodsza córka) obserwuje starszą, chce móc robić to samo co siostra. Owszem, są sytuacje, kiedy Mia, chciałaby porozmawiać z koleżankami bez obecności młodszej siostry, jednak zawsze finalnie, bawią się razem i sprawia im to ogromną radość.

Tradycja, czy nowoczesność?

Magda: Zdecydowanie tradycja! Święta Bożego Narodzenia są taką datą, w której następuje kumulacja tradycji, naszych i tych zachowanych w rodzinie od pokoleń. Uwielbiam ten czas! Wspólne ubieranie choinki, wizyta Świętego Mikołaja, gotowanie, nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

Są też te małe, nasze własne tradycje, jak to, że w weekend, nie ma telewizji. W tym czasie królują wspólne posiłki, rozmowy, te o marzeniach, o planach… Wtedy czujemy, że to jest to, czego nam najbardziej brakuje w tygodniu.

Jakim jesteś typem mamy?

Magda: Jestem mieszanką uległości i wymagań. Są zasady, których nigdy nie łamię, ale są i takie momenty, w których daję się przekonać. Mam dwie córki, a one mają swoje sposoby (śmiech).

Marek: Magda jest wspaniałą mamą i kobietą. Potrafi zaaranżować przestrzeń wokół nas, tak, że czujemy ciepło domowego ogniska. Wychowuje dzieci w cudowny sposób. Wiem, że moje córki będą mądrymi kobietami, dzięki wyjątkowej mamie.

Kiedy się spotkaliście, wiedzieliście oboje, że to jest to, że to miłość, że już na zawsze? Że stworzycie rodzinę, Wasz mikroświat?

Marek: Pozwól, że ja zacznę. Zobaczyłem Magdę w taksówce, wiedziałem, że to jest to. Nie wiem jak, nie mam pojęcia dlaczego… Gdyby nie ona, byłbym dziś zupełnie innym człowiekiem. Magda dała mi wszystko, to, czego mężczyzna potrzebuje, żeby być szczęśliwym.

Magda: Kiedy się poznaliśmy, ja byłam w związku, ale gdzieś podświadomie czułam, że to nie jest osoba, z którą chce spędzić resztę życia. Zupełnie inne uczucie towarzyszyło mi, kiedy poznałam Marka… To samo mówię, wszystkim moim przyjaciółkom, żeby odpowiedziały sobie na pytanie, czy z tym człowiekiem chcą spędzić resztę życia, czy widzą siebie u jego boku, jako dwoje staruszków. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to dobry znak.

Wasz przepis na miłość?

Marek: Magda jest niesamowita, jeśli chodzi o utrzymanie napięcia

w związku. Przez te wszystkie lata, jest dla mnie wciąż kobietą, którą kocham, podziwiam, której pragnę, dla której chcę się starać, chcę być lepszy, nie chcę jej zawieść. Ona sprawia, że czuję się stuprocentowym mężczyzną.

Magda: Marek wciąż mnie zaskakuje, potrafi sprawić, że po latach nagle czuję motyle w brzuchu. Zakochuję się wciąż od nowa. Rysuje serca na zaśnieżonej szybie samochodu. Kiedy ofiarowuje prezent, jest to cały rytuał, przygotowuje labirynt, ja przechodzę od sznureczka do sznureczka, aż dotrę do upominku, to chwyta za serce kobietę.

Macie plan na przyszłość Waszych dzieci, chcielibyście, żeby dziewczynki zostały aktorkami?

Marek: Jedyne, czego pragnę, to tego, żeby były szczęśliwe. Żeby na swojej drodze spotkały mężczyzn, którzy będą je kochać i szanować. Nie mam ambicji, które chciałbym, żeby spełniły. Nie marzę o tym, żeby były prawniczkami, lekarkami czy aktorkami. To ich wybór.

Magda: Ja jednak chciałabym, żeby wykształciły się i były niezależnymi kobietami. Żeby zwiedziły świat, podróżowały, odkrywały piękno życia.

Codzienność czy blask?

Magda: Codzienność w blasku! Celebrujemy życie, nasza rodzina jest dla mnie najważniejsza, kiedy wiem, że w domu wszystko jest dobrze, mogę przenosić góry. Błyszczę!

Marek: Dokładnie tak! Nic tak nie dręczy, kiedy coś w naszej rodzinie nie funkcjonuje. Kiedy dochodzi do sprzeczki, kiedy pojawiają się problemy. Nie potrafię wtedy funkcjonować, nie wyobrażam sobie, że mogłoby być źle.

 

 

Kłócicie się?

Marek: Zdarza się, jednak Magda potrafi tak pokierować rozmową, że zawsze dochodzimy do porozumienia i muszę przyznać, że w większości sytuacji to ona ma rację, a ja przyjmuję słuszne argumenty i potrafię przyznać się do błędu.

Magda: Dobrze, że mamy to nagrane! (śmiech).

Dziękuję Wam za rozmowę i życzę spełnienia wszystkich planów.

 

Rozmawiała: Patrycja Sibilska

Fot: Michał Zagórny

Podziękowania za udostępnienie wnętrz przez Clue Studio – www.clue-studio.pl

oraz Restaurację Syta 93 – www.syta93.com.pl