DORA TO DOM

Kiedyś tak powiedziała o niej jej bliska przyjaciółka. W rozmowie z magazynem Mama Mia, Dorota Czaja otworzyła drzwi do tego domu, z uśmiechem zapraszając do środka. 

 

Jaka jest naprawdę, co w jej życiu ma największe znaczenie oraz o miłości do męża i syna przeczytacie w naszym wywiadzie.

 

 

 

Mama Mia: Dorota, jesteś mamą, a już wkrótce zostaniesz nią po raz kolejny. Czym dla Ciebie jest macierzyństwo i czy ono zmienia życie?

 

Dorota: Spełnieniem. Od zawsze wiedziałam, że chcę stworzyć dom, rodzinę, że chcę mieć dzieci, rodzinny gwar przy stole. Jako 9-latka uczyłam się w szkole baletowej, szkole z internatem, gdzie byłam zupełnie sama. To prawdopodobnie tam, ta tęsknota za domem spowodowała, że posiadanie rodziny było moim najwięk-szym marzeniem.W moim wypadku macierzyństwo zmieniło wszystko.

 

Mogę powiedzieć, że zawsze byłam osadzona w macierzyństwie. Choć to moje, nie było łatwe w początkowym okresie. Byłam histeryczną mamą. Tylko dzięki mojemu mężowi, nauczyłam się jak opiekować się synem. Obserwowałam go, widziałam z jakim spokojem kąpie, ubiera, nosi syna, naśladowałam go (śmiech). Dla mnie najpiękniejszy okres zaczął się, kiedy Leo osiągnął wiek 2,5 roku.

 

Pierwsze strony gazet, na których widzimy piękne mamy i urocze bobasy, to obraz sztucznie wykreowany. Tu nie ma miejsca na słabości, na zwątpienie, na niepewność, ma być idealnie.

 

MM: Ty jednak złamałaś tabu, mówiłaś o tym…

 

Dorota:  Tak, mówiłam. Dzięki temu otrzymywałam wsparcie od męża, od najbliższych.

 

MM: Właśnie do tego zmierzam. Myślisz, że kobiety w tym pędzie do perfekcji, zapominają się, stąd biorą się depresje, baby blues?

 

Dorota: Niestety tak. Wsparcie męża, mamy, przyjaciół jest bardzo potrzebne. Czytając fora pełne rad, złotych środków, można wzbudzić w sobie poczucie winy, wyhodować niepotrzebne kompleksy, a to w niczym nie pomoże. Każda z nas ma wątpliwości, każda potrzebuje wsparcia. W przeciwnym wypadku można popaść w obłęd.

 

 

 

MM: Złoty środek na wychowanie. Myślisz, że istnieje?

 

Dorota: Nie ma złotego środka. Jest jednak szacunek,a szacunek do dziecka jest kluczem. Każde dziecko jest inne, każde wymaga indywidualnego podejścia. Każda mama także ma intuicję, a to ona podpowiada jej jak reagować w różnych sytuacjach. Myślę, że połączenie tych dwóch elementów, szacunku i matczynej intuicji, jest najlepszą drogą, jaką można obrać, wychowując małego człowieka.

 

MM: Jak Leonard zareagował na wieść o rodzeństwie?

 

Dorota: O! (śmiech) To była piękna chwila, którą zachowałam na filmiku. Leonard zareagował w cudowny sposób. Oglądając dziś ten filmik nie potrafię ukryć wzruszenia. Zapytaliśmy Leosia, ile osób jest obecnych podczas naszej rozmowy. Kiedy Leo zaczął wymieniać: mama, tata, Leo, spojrzał na mój brzuch, widać było, że szuka odpowiedzi, wtedy z uśmiechem wykrzyknął: „Dzidziuś!”. Mógł przecież powiedzieć wszystko, ma 5 lat, a jednak zrozumiał i ucieszył się, taką szczerą dziecięcą radością. Od tego czasu pielęgnujemy w nim poczucie roli starszego, odpowiedzialnego brata. Pojawienie się drugiego dziecka niesie za sobą zmiany. Nawet mnie samej ciężko jest sobie wyobrazić, że już wkrótce moją miłością będę się dzielić z dwojgiem dzieci. Nasze, moje, męża i Leonarda, rytuały zmienią się…Jestem ciekawa, jak to jest być mamą dwojga.

 

MM: Twój mąż to Twój przyjaciel?

 

Dorota: Tak! Historia naszego małżeństwa jest niezwykła, ponieważ ja, już właściwie od momentu podania mu po raz pierwszy dłoni, wiedziałam, że spotkałam „tego” człowieka, że to mój przyszły mąż. Ślub wzięliśmy już po czterech miesiącach, nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Uzupełniamy się, oboje chcemy tego samego – szczęśliwej rodziny. Tak jak wspomniałam na początku wywiadu, od zawsze wiedziałam, że rodzina będzie moim spełnieniem. Kiedy poznałam Grzesia, który chciał dokładnie tego samego, wiedziałam, że to początek pięknej, wspólnej podróży przez życie. Dziś nie wyobrażamy sobie, życia bez siebie, bez dzieci, bez wspólnych chwil, poranków, podczas których Leo wyciąga rączki i mówi do nas „chodźcie, chodźcie”, obejmując nas oboje. Jestem w moim mężu zakochana, nie wyobrażam sobie, że mogłoby być kiedykolwiek inaczej. Mój mąż to mój najlepszy przyjaciel.

 

 

 

MM: Jesteś szczęśliwą mamą, kobietą pełną energii, spełniasz się zawodowo, co jest Twoim napędem?

 

Dorota: Rodzina. Kobieta uwielbia jak się do niej mówi dwa słowa: „mamo i kochanie”, ja to mam i to jest moje szczęście. To sprawia, że każdy dzień witam z uśmiechem. Praca dziś jest, jutro jej nie ma, rodzina jest zawsze i to jest dla mnie najważniejsze.

 

 

MM: Co Cię ukształtowało?

 

Dorota: Moi rodzice wpoili mi jedną zasadę: szacunek do ludzi. Do każdego bez wyjątku. Także to, że prawdziwy przyjaciel, czy przyjaciółka, nawet jeden, jest dużo ważniejszy, niż tysiące znajomych, o których tak naprawdę nie wiemy nic…

 

MM: Marzenia?

 

Dorota: Jest jedno… Żeby to, co mam trwało, żeby nic się nie zmieniało. No i podróże. Żebym mogła moim dzieciom pokazywać różne zakątki tego pięknego świata, budować w nich ciekawość i miłość do życia.

 

 

 

Tego Ci zatem życzę i dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Patrycja Sibilska

 

FOT.: DOROTA RYBITWA

 

STYLIZACJA/MAKE UP: KLAUDYNA PABUDZIŃSKA-KOSSEK